Obudziłam się rano jak zwykle na kacu, był poniedziałek. Ale nie fatygowałam się do szkoły, nie miałam ochoty. Weszłam do kuchni gdzie siedziała mama, chwyciłam butelkę wody i odwróciłam się na pięcie.
-Stój!- zatrzymała mnie, kiedy zrobiłam krok.
-Możesz spuścić z tonu? Łeb mi pęka.- rzekłam ochrypniętym tonem.
-Nie jestem twoją koleżanką, żebyś tak się do mnie odzywała. Jestem twoją matką, trochę szacunku młoda panno.- kontynuowała normalnym tonem.
-Tak, tak.- bąknęłam na odczepne.
-Mam ciebie dość! Nie wiem co z Tobą zrobić! Nie daję sobie rady! Jak tylko skończysz 18 lat wyprowadzasz się.
-Co?!- byłam zaszokowana.
-Słyszałaś. Do tej pory będzie normalnie. Ale później się wyprowadzasz. Nie jesteś już moją córką.- ostatnie zdanie powiedziała nieco ciszej.
-Nie jestem twoją córką?! Jeśli nie chciałaś mnie trzeba było od razu gdzieś oddać! A nie teraz robisz mi jakieś żalenia! Jestem taka jaka według siebie być powinnam! To moje życie robię z nim co chcę! A Tobie nic do tego!- krzyczałam zszokowana.
-Chciałam Cię! Tylko zmieniłaś się nie do poznania! Jeśli to twoje życie to może mnie w nim nie powinno być?!- miała łzy w oczach. Było jej przykro, widziałam też ból w jej oczach. Ale wtedy nic sobie z tego nie robiłam.
-A żebyś wiedziała!- wrzasnęłam i szybko skierowałam się do swojego pokoju.
Wtedy mało mnie obchodziło co ona czuję, że moje słowa ją bolą. Ale teraz mam wyrzuty sumienia.
Ale dość o przeszłości. Mojej pracy nienawidziłam z całego serca. Ah.. Pracuję w sklepie sportowym. A co w niej robiłam? Stałam za ladą. Musiałam się uśmiechać do każdego, w sumie lubię przebywać z ludźmi. Ale to już robiło się nudne. No ale płacili nieźle. Byłam zaskoczona i mega szczęśliwa kiedy się dowiedziałam, że mnie przyjęli. Bo po pierwsze, nie musiałam się już martwić o kasę, po drugie przyzwoicie płacili i po trzecie praca zaczynała się od 09.00. Czego chcieć więcej?
-Dzień Dobry.- uśmiechnęłam się do faceta, który podszedł właśnie do lady.
-Dobry.- odpowiedział niemiło i podał mi, wybrane rzeczy.
-To wszystko?- spytałam.
***
Na reszcie dobiła godzina 18.00 i mogłam zakończyć tą jakże już żmudną pracę. Zamknęłam sklep i ruszyłam w stronę kamienicy. Mieściła się ona zaledwie trzy przecznice dalej. Naciągnęłam na głowę kaptur kurtki, bo jak przystało na jesienny dzień w Londynie, padał deszcz. Zdążyło się też już zrobić ciemno. Na ulicach nikogo nie było widać tylko samochody pomykały w nieznanym mi kierunku, szłam wolno i jedyne co słyszałam to moje kroki stawiane raz po raz. Jedyne czego chciałam to wrócić do mojego mieszkania, wykąpać się, przebrać i ruszyć na jakąś imprezę. Jest wtorek. No, ale jutro nie idę do pracy, bo dzisiaj zastępowałam koleżankę. Jak dla mnie super i tak bym cały dzień siedziała w mieszkaniu. A tam nie ma nic nadzwyczajnego, łazienka, mój pokój, salon, pokój gościnny, kuchnia i mały hol. Wiem nie jest tak źle. W sumie to jest spore mieszkanie. A czemu tak mało płacę? Cóż, jest to jak już wspomniałam "obskurna kamienica*". Kiedy się wprowadziłam to mieszkanie było w opłakanym stanie, farba odchodziła, było pełno grzybów na ścianach, w szafkach odpadały drzwiczki. Jednak kiedy zaczęłam pracować ogarnęłam to mieszkanie i teraz mogła bym rzec, że nie różni się od mieszkań w innych kamienicach, za których kupno trzeba zapłacić trzy razy więcej niż za moje. Ah.. Nie wspomniałam jeszcze, że w Londynie mieszkam już jakieś 5 miesięcy. Zdążyłam się tu już zadomowić, znam dobry club, co prawda mieści się on 30 minut drogi piechotą od mojej kamienicy, ale jest na prawdę świetny. Tam tez zazwyczaj kupuję prochy, nie biorę już tak często ale dwa, trzy razy na tydzień.
Kiedy poniosłam głowę, chcąc sprawdzić gdzie się już znajduję. Ujrzałam kamienicę jakieś 100 metrów przede mną uśmiechnęłam się pod nosem i przyśpieszyłam kroku.
będąc przed drzwiami mieszkania wyjęłam z kieszeni kurtki klucz i otworzyłam je, wchodząc zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Rozejrzałam się po holu. Nic specjalnego na lewo znajdował się wieszak na kurtki, obok którego znajdowała się szafka na buty. Na wprost mnie było przejście do salonu. Zdjęłam buty i poszłam do salonu, rzuciłam torbę na kanapę, a następnie sama na nią opadłam. Salon był dość duży, na prawo od wejścia znajdowało się przejście do kuchni, obok wejścia do kuchni znajdowało się "lustro" A tak na prawdę to były drzwi prowadzące do korytarza na którego końcu po lewej stronie znajdowały się drzwi a na przeciwko nich kolejne. Drzwi po prawej stronie chowały za sobą pokój gościnny, natomiast za drzwiami od lewej strony znajdował się mój pokój. W którym po prawej stronie było spore okno z dużym parapetem, na którym były porozkładane poduszki. Obok okna z prawej strony znajdowało się łóżko dwuosobowe, na przeciw którego stała duża szafa z jasnego drewna obok szafy po lewej stronie znajdowały się drzwi za którymi była łazienka. Na przeciwko wejścia na odległość około siedmiu metrów bardziej po lewej stronie były kolejne drzwi prowadzące do salonu. Salon wyglądał mniej więcej tak: Na przeciwko drzwi od łazienki w odległości około czterech, pięciu metrów znajdowała się owa kanapa w kształcie litery "L", przed nią był mały stoliczek przeszklony, a przed stoliczkiem na komodzie stał telewizor. Na lewo od telewizora pod ścianą stała kolejna szafa a na prawo od kanapy mieściło się wielkieee okno. I tak to wyglądało mniej więcej.
Spojrzałam na zegarek który wisiał na ścianie obok drzwi do łazienki 18:20.
- Oh..- mruknęłam, wstałam z kanapy i ruszyłam do pokoju. Otworzyłam szafę i zaczęłam myśleć co mam założyć. Wybrałam czarną sukienkę przylegającą do ciała i dodatki. Wybrane rzeczy ułożyłam na łóżku,a sama udałam się do łazienki.
Kiedy byłam już czysta i miałam wysuszone włosy. Wróciłam do pokoju i ubrałam wybrany zestaw. Pomimo tego, że była już jesień nie pofatygowałam się żeby założyć jakieś rajstopy czy coś. Gotowa poszłam do kuchni zjadłam jabłko, a później założyłam szpilki. Z blatu kuchennego wzięłam torebkę, którą wcześniej tam położyłam. W torebce miałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy takie jak np. chusteczki, szminka, klucze, tusz, papierosy, zapalniczkę, eyeliner, telefon. Kasę włożyłam do stanika, tak wiem bardzo oryginalne. No ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby ktoś mnie okradł. Wciągnęłam kurtkę w holu, na ramię zarzuciłam torebkę i otworzyłam drzwi, wyszłam z mieszkania i zamknęłam je za sobą na klucz.
Kiedy poniosłam głowę, chcąc sprawdzić gdzie się już znajduję. Ujrzałam kamienicę jakieś 100 metrów przede mną uśmiechnęłam się pod nosem i przyśpieszyłam kroku.
będąc przed drzwiami mieszkania wyjęłam z kieszeni kurtki klucz i otworzyłam je, wchodząc zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Rozejrzałam się po holu. Nic specjalnego na lewo znajdował się wieszak na kurtki, obok którego znajdowała się szafka na buty. Na wprost mnie było przejście do salonu. Zdjęłam buty i poszłam do salonu, rzuciłam torbę na kanapę, a następnie sama na nią opadłam. Salon był dość duży, na prawo od wejścia znajdowało się przejście do kuchni, obok wejścia do kuchni znajdowało się "lustro" A tak na prawdę to były drzwi prowadzące do korytarza na którego końcu po lewej stronie znajdowały się drzwi a na przeciwko nich kolejne. Drzwi po prawej stronie chowały za sobą pokój gościnny, natomiast za drzwiami od lewej strony znajdował się mój pokój. W którym po prawej stronie było spore okno z dużym parapetem, na którym były porozkładane poduszki. Obok okna z prawej strony znajdowało się łóżko dwuosobowe, na przeciw którego stała duża szafa z jasnego drewna obok szafy po lewej stronie znajdowały się drzwi za którymi była łazienka. Na przeciwko wejścia na odległość około siedmiu metrów bardziej po lewej stronie były kolejne drzwi prowadzące do salonu. Salon wyglądał mniej więcej tak: Na przeciwko drzwi od łazienki w odległości około czterech, pięciu metrów znajdowała się owa kanapa w kształcie litery "L", przed nią był mały stoliczek przeszklony, a przed stoliczkiem na komodzie stał telewizor. Na lewo od telewizora pod ścianą stała kolejna szafa a na prawo od kanapy mieściło się wielkieee okno. I tak to wyglądało mniej więcej.
Spojrzałam na zegarek który wisiał na ścianie obok drzwi do łazienki 18:20.
- Oh..- mruknęłam, wstałam z kanapy i ruszyłam do pokoju. Otworzyłam szafę i zaczęłam myśleć co mam założyć. Wybrałam czarną sukienkę przylegającą do ciała i dodatki. Wybrane rzeczy ułożyłam na łóżku,a sama udałam się do łazienki.
Kiedy byłam już czysta i miałam wysuszone włosy. Wróciłam do pokoju i ubrałam wybrany zestaw. Pomimo tego, że była już jesień nie pofatygowałam się żeby założyć jakieś rajstopy czy coś. Gotowa poszłam do kuchni zjadłam jabłko, a później założyłam szpilki. Z blatu kuchennego wzięłam torebkę, którą wcześniej tam położyłam. W torebce miałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy takie jak np. chusteczki, szminka, klucze, tusz, papierosy, zapalniczkę, eyeliner, telefon. Kasę włożyłam do stanika, tak wiem bardzo oryginalne. No ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby ktoś mnie okradł. Wciągnęłam kurtkę w holu, na ramię zarzuciłam torebkę i otworzyłam drzwi, wyszłam z mieszkania i zamknęłam je za sobą na klucz.
***
Nareszcie dotarłam do clubu, ominęłam kolejkę i ustałam obok niej przy wejściu. Wejścia pilnowało dwóch postawnych kolesi, których już dobrze znam.
-Cześć. - przywitał się niższy.
-O hej mała!- odezwał się wyższy z uśmiechem.
-Hej, Hej.- zaśmiałam się.
-Masz dzisiaj nic nie odwalać i nie upij się jak ostatnio,nie mam zamiaru znów odnosić Cię do domu.- zagroził mi niższy i puścił oczko. Po czym zaśmialiśmy się w trójkę.
-Nie obiecuję nic. - wyszczerzyłam się i szybko weszłam do clubu. Od razu uderzył mnie zmieszany zapach potu, alkoholu i nikotyny. Pokierowałam się do baru czując potrzebę wypicia czegoś mocniejszego zamówiłam sobie drinka.
-Drink dla pięknej pani.- powiedział nawet przystojny barman, podając mi drinka.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się wdzięcznie. On puścił mi oczko i poszedł obsługiwać dalej.
Sączyłam mojego drinka i patrzyłam na tańczących ludzi, dopiłam drinka do końca.
-Ej!- machnęłam do tego barmana, który wcześniej podawał mi drinka.
-Słucham Cię piękna istoto.- wyszczerzył się.
-Czy mogłabym zostawić u Ciebie kurtkę?- spytałam z niewinnym uśmiechem.
-Pewnie.- Wziął ode mnie kurtkę i położył gdzieś.
-Dziękuje.- powiedziałam i poszłam na parkiet tańczyć. Alkohol jak na razie wolno krążył w moich żyłach. Wróciłam do baru, a następnie poprosiłam o jedną kolejkę wódki i sok pomarańczowy. Dostałam kieliszek, który zaraz opróżniłam trochę się skrzywiłam i wzięłam łyk soku. To było dla mnie nadal za mało, wypiłam 5 kolejek. W głowie mi szumiało, ale nie zwracałam na to uwagi tańczyłam na parkiecie czasami sama czasami z jakimiś napalonymi kolesiami. W tym momencie tańczyłam sama, ale nie długo. Jakiś koleś położył dłonie mi na biodrach, ocierał się krokiem o moja pupę. Czułam rosnąco erekcję w jego spodniach. Jednak nic sobie z tego nie robiłam tańczyłam i uwodziłam go.
-Może pójdziemy do mnie?- poczułam jego ciepły oddech przy moim uchu.Odwróciłam się w jego stronę, ujrzałam wysokiego, postawnego bruneta. Zamachnęłam się i przywaliłam mu z liścia.
-Może nie?- z uśmiechem odeszłam od niego, wyszłam tylnym wyjściem. Oparłam się plecami o ścianę budynku, wyjęłam z torebki fajki i zapalniczkę. Włożyłam do ust papierosa a następnie go odpaliłam, zaciągałam się równocześnie uspokajając. Przez moment miałam wrażenie, że słyszę kroki, ale kiedy się rozejrzałam nikogo nie zauważyłam.
-Ah ten alkohol. - mruknęłam pod nosem.
-Piłaś, jutro nic nie będziesz pamiętać, nie boisz się, że ktoś cię skrzywdzi?- usłyszałam obok siebie, momentalnie podskoczyłam, a z ręki wypadła mi jeszcze połowa fajki. Odwróciłam się w stronę osoby, a raczej chłopaka, który trzymał moją kurtkę.
-Uff..- wypuściłam głośno powietrze.- Przestraszyłeś mnie.- położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Przyniosłem Ci kurtkę, bo widziałem jak wychodzisz. A że już skończyłem pracę, nie mogłem jej tam zostawić i pozwolić na to, żeby ktoś ją zwinął. Nie chciałem Cię przestraszyć.- uśmiechnął się przepraszająco. I założył mi kurtkę na ramiona.
-Dziękuję.- zdjęłam torebkę położyłam ją na moment na ziemię, wsunęłam ręce w rękawy kurtki i zasunęłam się. Podniosłam torebkę i założyłam na ramię. Nie odwracając się do chłopaka ruszyłam w stronę ulicy.
-Ej! Gdzie idziesz?!- krzyknął, a po chwili szedł już krok w krok ze mną.
-Do domu.- Wzruszyłam ramionami.
-Odprowadzę Cię.- wyszczerzył się.
-Jeśli chcesz. - odpowiedziałam mu lekkim uśmiechem.
- Tak w ogóle jestem Liam.- podał mi dłoń.
-Merry. Miło Cię poznać.- chwyciłam jego dłoń a on przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Zaśmiałam się. Na początku szliśmy w ciszy. Ale później zaczął wypytywać mnie o różnie rzeczy, ja jego też. I tak właśnie mniej więcej poznałam go a on mnie. Jedna jak na razie żadne z nas nie opowiadało o swojej przeszłości. Wiem o nim jak na razie to, że pochodzi z Wolverhampton, przeprowadził się do Londynu jak miał 17 lat. Ma 22 lata i przyjaciela, którego nie zdradził imienia ani nic na jego temat. Natomiast on o mnie wie tyle co ja o nim plus wie jeszcze gdzie pracuję. O nałogach nie wie, w sumie pewnie też zdążył się domyślić, że palę.. No, ale cóż..
***
Staliśmy pod moją kamienicą i już 10 minut się żegnaliśmy.
-To możesz już iść.- zaśmiałam się.
-Ty wejdź najpierw do kamienicy. - rzucił chichocząc.
-Niee. Ty pierwszy idź.
-Hej! Zapomniał bym! Dasz mi swój numer?- zakołysał zabawnie brwiami.
-A mogę Ci zaufać?- uniosłam brwi zakładając ręce na klatce piersiowej.
-Żartujesz? Kiedy wyszłaś przyniosłem Ci kurtkę, żeby nikt jej nie ukradł, stałem z Tobą na tyłach clubu, żebyś się nie bała i odprowadziłem Cię do domu żeby nic Ci się nie stało.- zaśmiał się.
-Oh, żartuję. - wyszczerzyłam się.
-No mam nadzieję.- zagroził z śmiesznym wyrazem twarzy, podałam mu numer i już na prawdę pożegnaliśmy się, po czym on odszedł a ja weszłam do kamienicy, weszłam po schodach gdyż mieszkam na piętrze i otworzyłam drzwi. Kiedy weszłam do mieszkania, zamknęłam drzwi na zasuwkę i od razu zdjęłam buty. Kurtkę rzuciłam na szafkę tak samo jak torebkę. Z telefonem w ręce ruszyłam do swojego pokoju. Weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zamknęłam oczy. Kiedy prawie przysypiałam dostałam SMS'a.
Uśmiechnęłam się do siebie i odpłynęłam do krainy morfeusza.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Wyjaśnienie :
*Obskurna kamienica - tak było napisane w prologu. Dlatego napisałam : "Cóż, jest to jak już wspomniałam "obskurna kamienica*"
Heeej :D W końcu napisałam ten 1 rozdział.! Uznałam, że ta długość rozdziału jest wystarczając. xxx A wy jak sądzicie? :D + WAŻNE! JEŚLI KTOŚ CHCE DODAĆ KOMENTARZ A NIE MA KONTA TO JEST ANONIMOWY DODAŁAM GO DZISIAJ.! Bo myślałam, że jest. A dopiero dzisiaj się zorientowałam, że nie ma. Więc szybko dodałam. I jeszcze jedna wiadomość ZAJRZYJCIE DO ZAKŁADKI "HEROES" POJAWIŁ SIĘ NOWY BOHATER ;3 To by było na tyle. :) xx
*Obskurna kamienica - tak było napisane w prologu. Dlatego napisałam : "Cóż, jest to jak już wspomniałam "obskurna kamienica*"
Heeej :D W końcu napisałam ten 1 rozdział.! Uznałam, że ta długość rozdziału jest wystarczając. xxx A wy jak sądzicie? :D + WAŻNE! JEŚLI KTOŚ CHCE DODAĆ KOMENTARZ A NIE MA KONTA TO JEST ANONIMOWY DODAŁAM GO DZISIAJ.! Bo myślałam, że jest. A dopiero dzisiaj się zorientowałam, że nie ma. Więc szybko dodałam. I jeszcze jedna wiadomość ZAJRZYJCIE DO ZAKŁADKI "HEROES" POJAWIŁ SIĘ NOWY BOHATER ;3 To by było na tyle. :) xx
Ps. Zapomniałam. Ten rozdział jest trochę nudny, bo sporo jest opisu jej mieszkania, ale chciałam wam po prostu jakoś naświetlić wygląd tego mieszkania. :) xx
