Strony

▼

wtorek, 25 lutego 2014

~~Section Five~~

Jechaliśmy już dość długo, a ja nawet nie zwracałam uwagi gdzie jedziemy. Niby to on chciał "porozmawiać", ale nie odezwał się nawet słowem od długiego czasu. Trochę wydawało mi się to dziwne z jego strony, jednak nie chciałam dłużej ciągnąć tej durnej ciszy. Jedyne czego w tym momencie chciałam najbardziej to przebrnąć przez ową rozmowę i wrócić w spokoju do domu. Nie bardzo podobało mi się siedzenie z nim, więc to ja postanowiłam zacząć. Bo domyślałam się o czym chciał rozmawiać.
-Nie powiesz Liam'owi, co nie?- spytałam niepewnie. Nie słysząc odpowiedzi zerknęłam na niego. Jego dłonie jeszcze mocniej zacisnęły się na kierownicy.
-A czemu miałbym mu nie mówić?! To co robisz nie jest dobre! Nawet nie wiesz w co się pakujesz!- wybuchł po dłuższym milczeniu.
-Wiesz wydaje mi się, że to co JA robię nie powinno Cię w najmniejszym stopniu interesować! To moje życie! A ty nic o mnie nie wiesz! I skąd możesz wiedzieć czy już w tym nie siedzę.- ostatnie zdanie powiedziałam o parę tonów ciszej. 
-Ale interesuje mnie, bo jesteś przyjaciółką Liam'a.- wydało mi się, że złagodniał.-Czy ty długo bierzesz?- spytał po chwili, a w jego głosie wyczułam nutkę niepewności. Choć mogło mi się wydawać.
-Nie mam zamiaru zdawać Ci relacji z mojego całego życia.- prychnęłam.
-Rozumiem , że Liam ma się o tym dowiedzieć?
-Nie masz prawa mnie szantażować!- krzyknęłam.
-Oh, czyżby?- zaśmiał się.- To czemu to właśnie robię? Mała prosty biznes, ty mi opowiadasz wszystko od początku a ja siedzę cicho.- dokończył. Nie bardzo mi się podoba ten układ. 
-Ugghh.. okey.- zrezygnowałam, bo zależało mi na tym żeby Liam się nie dowiedział.- A tak na marginesie. To czemu stawiasz te warunki i tak dalej? Przecież gdybyś chciał to byś powiedział mu to nawet na mnie nie zważając.- zainteresowałam się.
-Chyba już to wyjaśniałem.- odparł chłodno.
-Uhmm.. sorry.- odwróciłam wzrok.- To zaczęło się na imprezie jak miałam 15 lat..- zaczęłam opowiadać z głową odwróconą w stronę szyby. Opowiedziałam mu całą moją historię z narkotykami.-.... I tak oto biorę do dziś. Wyjechałam szukając ucieczki. Ale zamiast tego wszystko powróciło.- zakończyłam. Ale nie mam pojęcia jaki on ma w tym cel. I nie wiem czemu mu to powiedziałam, aż tak dokładnie. Może potrzebowałam w końcu to komuś wygadać?
-Jak można tak się zniszczyć?- powiedział to tak cicho, że nie wiem czy to było do mnie czy koło mnie. Chyba miałam tego nie słyszeć.
-Jak widać można.- burknęłam. A on wzdrygnął. Tak to na pewno nie miało być do mnie. Ups?
-Musisz z tym skończyć. Nie możesz się tak niszczyć dziewczyno!- patrzył na mnie z ... skruchą? Współczuciem? Troską? Nie, nie, nie on nie zna takich uczuć. Przywidziało mi się coś.
-Okey, powiedziałam Ci to co chciałeś usłyszeć. Ale mówić mi co mam robić nie będziesz.- warknęłam.
-Tak myślisz?- zmierzył mnie wzrokiem.
-Tak, tak właśnie myślę!
-Mylisz się. Zadbam o to, żebyś nie kupiła żadnych prochów.- wycedził przez zęby.
-Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!- wrzasnęłam.- Nie możesz!- dodałam nie dowierzając jego słowom.
-Mogę. - odparł opanowanym tonem. Jego wahania nastrojów mnie chyba wykończą! Jest gorszy niż kobieta w ciąży! Ale... ale on nie może mi tego zrobić. 
-Nie Niall! Nie teraz! Może za miesiąc, dwa... Ale nie teraz! Błagam!- zaczęłam panikować. Nie dam rady teraz z tym skończyć..
-Teraz mała.- nadal był opanowany. Jednak zastanawiałam się jak długo.
-Nie...- mruknęłam.- To mnie zniszczy szybciej niż prochy..- dodałam ciszej.
-Oj błagam Cię. Nie bądź jak dziecko.- zakpił. 
-Odwieź mnie do domu.- zażądałam. On powiedział coś niezrozumiałego pod nosem i przyśpieszył. W drodze do mojego domu panowała głucha cisza.


***

Nie mogłam zasnąć. Cały czas po głowie krążyły mi pytania typu : Czy on na prawdę chce to zrobić? Czy posunie się do tego? Czemu mu tak zależy? Po co mu to powiedziałam? A może on i tak powie Liam'owi? Po chuj poszłam do tego clubu?
Ale jeśli on na prawdę to zrobi.. Ja nie wytrzymam. Nie dam rady. Przecież już próbowałam.
Przez natłok myśli zasnęłam po pewnym czasie.
Obudził mnie dzwoniący telefon. Szybko wyłączyłam budzik. Chwilę jeszcze poleżałam i wstałam. Wykonałam poranne czynności, ubrałam się i poszłam do kuchni. Szybko zjadłam, założyłam buty wzięłam torbę w której już miałam wszystkie potrzebne rzeczy i wyszłam z mieszkania zamykając je.


***

Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie powiedział szef.
-Ale jak to likwidujesz?!- krzyknęłam z niedowierzaniem.
-Normalnie Merry. Ostatnio mam niewielkie problemy finansowe, a ten sklep prawdę mówiąc nie przynosi większych korzyści.- wzruszył bezradnie ramionami.
-Dzięki.- powiedziałam sarkastycznie i wyszłam wściekła ze sklepu zakładając kurtkę a następnie torbę na ramię. Kurwa nie wytrzymam. Przez tą sytuację mam ochotę coś wciągnąć. I zrobię to! On nie będzie mi rozkazywał! Zrobię co uważam za dobre.
Przyśpieszyłam kroku, zmierzając w stronę miejsca gdzie znajdował się mój stały dostawca. Dosyć szybko dotarłam do opuszczonego domu towarowego. Weszłam do środka i od razu ujrzałam Matt'a.
-Co Cię sprowadza?- zapytał z tym swoim cwanym uśmieszkiem. Zawsze dobrze wiedział po co przychodziłam, jednak musiał mi zadawać durne pytania.
-Weź mnie nie wkurwiaj! Dobrze wiesz po co tu przyszłam.- moje zdenerwowanie przekroczyło ludzkie pojęcie.
-Spokojnie słońce.- rzekł uspokajająco.- Ale nie mogę Ci sprzedać. Był tu jeden gościu i zakazał mi sprzedawać Ci.- wzruszył ramionami.
-Kurwa Matt! Znasz mnie przychodzę do Ciebie już sporo. Dobrze wiesz, że jeśli tu nie dostanę to znajdę kogoś innego kto mi sprzeda. A jeśli znajdę kogoś innego to Ty nie zarobisz.....- mówiłam niewzruszona. Dobrze znałam Matt'a i wiedziałam, że mi sprzeda.
-Dobra!- przerwał mi. - Dobra sprzedam Ci. Ale ani słowa.- wyjął paczuszkę z białym proszkiem.
-Jasne.- dałam mu kasę i odebrałam towar.- Dzięki.- odwróciłam się na pięcie i opuściłam stary budynek. Udałam się w stronę parku. Kiedy szłam chodnikiem nurtowało mnie uczucie jakby ktoś za mną jechał? Szedł? Nie wiem po prosu mnie śledził. Jednak gdy się odwracałam nikogo ani niczego podejrzanego nie widziałam. Byłam już blisko parku więc przyśpieszyłam. W parku podążyłam w stronę alejki gdzie przeważnie nikt nie chodzi. Usiadłam na dosyć starą ławkę, a z kieszeni kurtki wyjęłam torebkę z białym proszkiem. Natomiast z torby wygrzebałam mój portfel z którego z kolei wyjęłam kartę kredytową i dwa banknoty. Odłożyłam portfel na bok i przykucnęłam na przeciwko ławki. Położyłam na niej jeden banknot i wysypałam na niego biały proszek, kartą kredytową rozdzieliłam dwie długie kreski. Drugi banknot zwinęłam w rurkę i wciągnęłam nim najpierw jedną kreskę, a po kilku sekundach drugą. Zgarnęłam moje rzeczy z ławki i wrzuciłam do torby. Wstałam na równe  nogi, odwróciłam się i tym samym stanęłam na przeciw blondyna. Jego niebieskie tęczówki patrzyły na mnie groźnie.
-Ykhym.- odchrząknęłam. - Co tu robisz?- dodałam.
-Miałaś nie brać.- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Nie, nie, nie! To Ty sobie ubzdurałeś, że mam nie brać!- nawrzeszczałam na niego, odwróciłam się i zaczęłam odchodzić.
-W tym stanie nigdzie nie idziesz!- podbiegł do mnie, przerzucił sobie przez ramię i zaczął kierować się w stronę wyjścia z parku.
-Zostaw mnie w spokoju psycholu!- uderzałam go pięściami w plecy, co go w ogóle nie ruszało.
-Uspokój się.- klepnął mnie w tyłek.
-Ał ! Zboczeńcu! Masz mnie postawić na ziemię złamasie!- jeszcze mocniej zaczęłam uderzać jego plecy. On postawił mnie na przeciwko siebie.
-Słuchaj, radził bym Ci ugryźć się w język.- syknął. 
-Haha, marzenie. A może nie jesteś złamasem? Mogę się założyć, że masz inną dziewczyna co noc i ruchałbyś wszystko co się rusza. A może się mylę?- patrzyłam na niego pogardą.

POV NIALL'a

To co powiedziała było prawdą. Nie odezwałem się już. Ale gdyby nie była cholerną przyjaciółką Liam'a już pierwszego dnia przepieprzyłbym ją tak, że na drugi dzień nie wstałaby z łóżka i przez tydzień chodziła obolała.
-Oh. Czyżby Niall ten gangster budzący postrach nie wiedział co powiedzieć?- udawała zdziwioną.
-Słuchaj mała.- przerwałem na moment. Próbując wyczytać coś z jej rysów twarzy. Co było cholernie trudne w przeciwieństwie do dziewczyn, które już znałem i nie tylko.- Gdyby nie to, że "przyjaźnisz" się z Liam'em już kiedy Cię zobaczyłem przepieprzyłbym Cię tak, że byś chodziła obolała przez tydzień.- dodałem złośliwie. Ona patrzyła na mnie niewzruszona. 
-Serio?-  odezwała się znudzona. 
-Czy musisz cały czas to robić?- wycedziłem.
-Ale co?- spytała głupio.
-Wkurwiać mnie.- chwyciłem jej nadgarstek i zacząłem ją ciągnąć w stronę samochodu, który zaparkowałem zaraz obok wejścia do parku. Kiedy stanęliśmy obok samochodu otworzyłem drzwi od strony pasażera i czekałem aż wsiądzie. Kiedy to uczyniła zatrzasnąłem drzwi i obszedłem samochód, usiadłem na miejscu kierowcy i próbowałem się trochę opanować.  Jednak nie bardzo mi się udało. Przekręciłem kluczyk w stacyjce, odpaliłem i ruszyłem z piskiem. Nie miałem pojęcia gdzie jadę. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!


Na początek  BARDZO PRZEPRASZAM , ŻE TAK PÓŹNO DODAJE! Ale miałam i mało czasu i brak weny trochę :c Ale teraz raczej już będą szybciej dodawane :) Mam nadzieję. I Komentarze kochani, komentarze! Trochę się smucę kiedy informuję ponad 20 osób a pod rozdziałem nie ma nawet 10 komentarzy :c

piątek, 14 lutego 2014

~~Section Four~~

"Gdzieś w tłumnie mignęła mi znajoma twarz, poszłam w tamtym kierunku i wtedy zobaczyłam Emily. Byłam naćpana, więc nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji.
-Hej! Emi!- krzyknęłam w jej kierunku..." 



Podbiegłam do dziewczyny.
-Ooo Merry?- zdziwiła się i momentalnie schowała coś do kieszeni spodni.
-Co ty tam masz?- zaświergotałam wesoło i energicznie sięgnęłam do kieszeni jej spodni.
-Nie!- zanim zdążyła mnie powstrzymać, wyjęłam to co schowała. W ręku trzymałam woreczek z białym proszkiem. 
-Ooohoo.- zdziwiłam się. I przeniosłam wzrok na zakłopotaną dziewczynę.
-Ale chyba nie jestem w tym sama.- lustrowała mnie wzrokiem. Ja tylko wzruszyłam ramionami.
-Pa!- odeszłam od niej i udałam się w stronę baru.- Poproszę jakiegoś mocnego drinka.- zwróciłam się do barmana.


***

Wypiłam już parę drinków i parę kolejek wódki. Właśnie szłam ciemnym korytarzem szukając Matt'a.
-Niech zgadnę szukasz mnie?- odwróciłam się szybko.
-Oh tak szybko daj mi to co zawsze!- wyjęłam banknot i trzymałam już nerwowo w dłoni.
-Ej, ej na dzisiaj chyba starczy.- spojrzał na mnie.
-Daj mi tą cholerną kokainę!- wrzasnęłam.
-Dobra, dobra. Już daję.- podał mi już drugą tego wieczoru torebeczkę z białym proszkiem. Właśnie miałam ją wziąć, ale ktoś mnie uprzedził.
-Ona nie kupuję.- usłyszałam chłodny ton za sobą.
-Masz.- dałam Matt'owi kasę. I szybko wyrwałam, torebeczkę osobie która wcześniej ją przechwyciła. W błyskawicznym tempie znalazłam się w łazience, w której się zamknęłam.
-Kurwa otwórz!- dobijał się do drzwi ktoś. Ja zrobiłam to samo co za pierwszym razem. Kiedy już miałam przygotowane dwie białe kreski, wciągnęłam je. Poczekałam moment aż zacznie działać. Kiedy zaczęło banknoty i telefon schowałam. Wyszłam z łazienki a tam stał ten przyjaciel Liam'a.
-Kurwa czemu to wzięłaś!- wydarł się do mnie.
-Ej, spokojnie. Ale nie powiesz nic Liam'owi?- przyciągnęłam go za kurtkę do siebie.
-Powinienem mu powiedzieć.- chwycił mnie za ramiona i odsunął od siebie.- Po co to wzięłaś?- spytał poważnie.
-Nie znam Cię, więc nie mam zamiaru Ci mówić czemu to robię.- zaśmiałam się.
-Dziewczyno to jest gówno! Które uzależnia!- zaczął się wydzierać, na chwilę zamilkł i zamknął oczy. A ja widziałam jak w myślach liczy do 10 żeby się uspokoić.- Pierwszy raz to bierzesz?- spytał już spokojniej, nadal zamykając oczy.
-A czy wyglądam na osobę, która bierze pierwszy raz?- zachichotałam i uciekłam mu, weszłam na parkiet i zaczęłam tańczyć między ludźmi. Poruszałam się w takt muzyki, a po chwili już zdejmowałam bluzkę.
-Kurwa zostaw to.- powiedział mi prosto do ucha, ten sam głos. Ten chłopak wkurwia mnie! Niech w końcu zostawi mnie w spokoju! Na początku się go bałam, ale teraz nienawidzę go szczerze. A jak na złość za mną łazi.
Wziął mnie na ręce i zaczął kierować się w stronę wyjścia.
-Mam kurtkę tu!- wydarłam się mimo to, że przybliżyłam głowę do jego ucha.
-Zostań tu.- warknął kiedy mnie postawił na ziemię. A po chwili już go nie było. Czekałam na niego dłuższy czas, w końcu mi się z nudziło i sama wyszłam. Udałam się w stronę mojego domu.
-Kazałem Ci zostać!!- wydarł się szorstko.
-Miałam tam umrzeć?- zaśmiałam się. Nie minęła sekunda a on przypierał mnie do wilgotnej i zimnej ściany jakiegoś budynku.
-Mówiłem już raz, że nie sprzeciwia mi się, nie pyskuje i nie podoba mi się twoje zachowanie. Nie lubię powtarzać się, więc to zapamiętaj.- jego twarz była bardzoo blisko mojej.- Gdyby nie Liam, przepieprzył bym Cię tak, że pamiętałabyś ten dzień do końca życia.- zmierzył mnie wzrokiem i oblizał wargi.
-Oh, naprawdę?- uniosłam brew.- Sądzę, że to za wysokie progi jak na twoje nogi.- wolną ręką przejechałam po jego klatce w dół do krocza po czym chwyciłam za nie, on przymknął oczy. A na mojej twarzy zagościł triumfalny uśmiech. Jednak kiedy on otworzył oczy, udawałam że mnie to w ogóle nie ruszyło.
-Dla mnie nie ma za wysokich.- uśmiechnął się cwaniacko.
-Jednak znalazła się jedna, która nie lata za Tobą, żebyś ją przeleciał.- wzruszyłam ramionami. On się odsunął.
-Choć to Cię odwiozę.- odezwał się szorstko.
-Nie dziękuję. Trafię sama.- uśmiechnęłam się sztucznie.
-A może wolisz tak jak ostatnio?- zaśmiał się kpiąco. A ja zrezygnowała ruszyłam za nim, pokonaliśmy nie wielki dystans. Stanęliśmy przed Audi SUV, nieco się zdziwiłam. Bo przecież miał Ferrari, skąd on do cholery bierze te samochody?
-Wsiadaj.- nakazał chłodno. I dopiero wtedy zorientowałam się, że otworzył mi drzwi i przy nich stoi. Szybko wsiadłam, kiedy już siedziałam on zatrzasnął drzwi, obszedł samochód i usiadł za kierownicą.
-Umm.. Odwozisz mnie do domu tak?- spytałam.
-Taa..- położył mi kurtkę na kolanach.
-Dziękuję.. umm..- zacięłam się gdyż nie znałam jego imienia.
-Niall.- dokończył za mnie niskim głosem. Był wkurzony? Ale na co? Oh.. Chyba na mnie. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi na moje przemyślenia. Chłopak trochę dziwnie na mnie spojrzał.
-Gdzie mieszkasz?- odezwał się kiedy ruszył. Podałam mu adres i już się nie odzywałam. Jechał bardzo szybko chyba trzy razy szybciej niż to jest dozwolone. Ale nie zdziwiło mnie to, po wcześniejszej "miłej" przejażdżce. Wnioskując po tych samochodach, lubił szybką jazdę. Pewnie nie tylko samochodami.
-Pff..- prychnęłam na kolejną analizę. Kurwa! Zganiłam się w myślach. 
-Jesteśmy.- oznajmił, wysiadłam z samochodu.
-Dzięki.- rzuciłam jeszcze zanim zamknęłam drzwi samochodu. Kiedy wchodziłam do kamienicy on nadal nie odjeżdżał. Weszłam na piętro wyjęłam klucze z kieszeni kurtki, otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zamknęłam za sobą drzwi na zasuwkę. Zdjęłam buty, kurtkę powiesiłam na wieszaku i poszłam do salonu. Po drodze przy okazji trochę mnie zniosło na ścianę. Weszłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. W mgnieniu oka na niej zasnęłam.


***

Obudził mnie jakże "kochany" budzik. Najszybciej jak potrafiłam wyłączyłam go. Przeciągnęłam się i wciąż z zamkniętymi oczami podniosłam się do pozycji siedzącej. Jakoś udało mi się otworzyć oczy. Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam godzinę 07:10. Z ledwością poczłapałam się do kuchni, wzięłam z blatu wodę i za jednym zamachem wypiłam połowę zawartości butelki. Na orzeźwienie postanowiłam wziąć zimny prysznic. Gdy już się orzeźwiłam wyszłam z kabiny i owinęłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i poszłam do mojego pokoju. Założyłam czystą bieliznę, ubrałam się wzięłam torbę i spakowałam do niej potrzebne rzeczy. Wychodząc z pokoju wzięłam jeszcze czapkę. Poszłam do kuchni i jak zawsze rano przygotowałam sobie coś na szybko. Zjadłam, nie sprzątając wstałam z krzesła zawiesiłam sobie torbę na ramieniu, założyłam czapkę i poszłam do holu tam założyłam buty i wyszłam z mieszkania nie zakładając kurtki. Zamknęłam je i skierowałam się schodami w dół. Tak jak przypuszczałam dzisiaj nie było zimno, więc dobrze zrobiłam nie zakładając kurtki. Chociaż gorzej będzie na wieczór kiedy będę wracała z pracy. Ale.. Walić to!


***

Otworzyłam sklep, weszłam do środka i od razu ruszyłam na zaplecze. Tam zostawiłam swoją torbę i wróciłam do poprzedniego pomieszczenia. Usiadłam na ladzie i czekałam na Emily. Zjawiła się niedługo po mnie.
-Hej!- uśmiechnęłam się.
-Hej.- odpowiedziała tym samym.

Podbiegłam do dziewczyny.
-Ooo Merry?- zdziwiła się i momentalnie schowała coś do kieszeni spodni.
-Co ty tam masz?- zaświergotałam wesoło i energicznie sięgnęłam do kieszeni jej spodni.
-Nie!- zanim zdążyła mnie powstrzymać, wyjęłam to co schowała. W ręku trzymałam woreczek z białym proszkiem. 
-Ooohoo.- zdziwiłam się. I przeniosłam wzrok na zakłopotaną dziewczynę.
-Ale chyba nie jestem w tym sama.- lustrowała mnie wzrokiem. Ja tylko wzruszyłam ramionami.

Nagle przypomniała mi się pewna wczorajsza sytuacja.
-Umm... Emily?- mój głos przesycony był niepewnością.
-Tak?- wyszła z zaplecza i stanęła obok lady.
-Czy ty bierzesz?- walnęłam prosto z mostu. Jakoś zawsze wolałam wystawić kawę na ławę, a nie owijać w bawełnę. Jednak czasami też wolałam zwlekać i owijać w bawełnę niż walić prosto  mostu. 
-Ehh... I tak kiedyś byś się dowiedziała..- westchnęła wzruszając ramionami. 
-A długo bierzesz?- wpatrywałam się w dziewczynę.
-Dosyć długo.- zaczęła nerwowo bawić się palcami.- Ale ty też bierzesz. Ile?- odezwała się kiedy nabrała pewności.
-Jakoś od 15 lat.- westchnęłam spuszczając głowę.
-Chcesz o tym pogadać?- spytała przyjaźnie.
-Nie. Tak. Sama nie wiem.- wzruszyłam ramionami.
-To może po pracy wpadnę do Ciebie?- zaproponowała.
-Jasne.- mruknęłam.

***

-No to koniec na dziś.- skomentowała dziewczyna.
-Na to wygląda.- uśmiechnęłam się. Pogasiłyśmy światła i wyszłyśmy ze sklepu, moja towarzyszka zamknęła go i udałyśmy się w stronę mojego domu. W połowie drogi dostałam sms'a.


Odczytałam go i zdenerwowana szybko odpisałam.


Nie czekałam nawet minuty na odpowiedź.


Odczytałam kolejnego sms'a, ale nie miałam zamiaru odpisywać.


Po krótkim czasie dostałam kolejnego. Prychnęłam pod nosem na jego treść i schowałam telefon. Jednak wiedziałam, że on napisał to na poważnie. I też doskonale wiedziałam, że mnie znajdzie. Emily ciągle przyglądała mi się uważnie.
-Coś nie tak?- odezwała się.
-Tak.- westchnęłam bezradnie.- Chyba dzisiaj sobie nie pogadamy. Muszę z kimś porozmawiać.- patrzyłam na nią przepraszająco.
-Nie ma sprawy. Rozumiem.- uśmiechnęła się.
-Na prawdę przepraszam Cię, ale tej rozmowy nie da się przełożyć.- tłumaczyłam zagubiona.
-Hej! Spokojnie.- położyła mi ręce na ramionach i potrząsnęła mną.- Ja doskonale Cię rozumiem, nie musisz przepraszać.- cały czas się uśmiechała.
-Odprowadzić Cię?- skanowałam jej twarz.
-Nie poradzę sobie.- jeszcze raz się uśmiechnęła.- To do jutra. Pa.- pożegnała się odchodząc.
-Pa!- odkrzyknęłam jej. Kiedy zniknęła w jakiejś uliczce, obok mnie zatrzymał się samochód. Szyba od mojej strony się uchyliła.
-Pisałem, że Cię znajdę.- odezwał się poważnie.- Wsiadaj.- dodał chłodnym tonem.
Wsiadłam bez słowa do samochodu, a on odjechał z piskiem opon. Po wyrazie jego twarzy nie mogłam odczytać nic, żadnej emocji. Jednak po tym jak jego ręce zaciskały się na kierownicy, mogłam stwierdzić, że się wkurzył.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Na początek chciałam was BARDZO PRZEPROSIĆ ZA TO, ŻE TAK DŁUGO CZEKALIŚCIE! :c
Ale jak to czasami bywa trochę ulotniła mi się wena. :/ Jednak wróciła! :D A ulotniła no tak nie całkiem, bo mam wszystko przemyślane co chcę pisać i tak dalej, ale nie chcę pisać już teraz czegoś co wolałabym zostawić na później :) I jeszcze przepraszam za krótki rozdział, bo chyba jest krótki. A jest taki gdyż chciałam go szybciej dodać :) No to tyle :) I bardzo proszę o komentarze! Motywują mnie bardzo i wywołują uśmiech! :D xx No to do następnego! :P

środa, 5 lutego 2014

~~Section Three~~

Hej xx
Na początek chcę poinformować o tym, że pojawiła się nowa osoba.
Emily.
Ona zwita w tym ff na dłużej. Z tego też powodu dodałam ją do bohaterów.

Miłego czytania. :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"-Yhym..- przytaknęłam, odwróciłam się na pięcie i miałam już zrobić krok, ale ktoś mi w tym przeszkodził...."


A tym kimś rzecz jasna, był tajemniczy jak dla mnie chłopak.

-Chciałbym, żebyś mi doradziła.- chwycił mnie za rękę i pociągnął, w skutku czego znów stałam obok niego. Jednak trochę bliżej, co mi nie za bardzo pasowało. 
-Jak już coś, to nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na Ty.- udałam zamyślenie.
-Oh, przepraszam PROSZĘ PANI.- powiedział sarkastycznie, akcentując dwa ostatnie słowa.
-Chyba raczej nie jestem Ci potrzebna.- sztucznie się uśmiechnęłam po czym odwróciłam się i odeszłam do lady.
-Hej, mogłabyś dzisiaj zamknąć? Muszę wyjść wcześniej.- zwróciła się do mnie Emily.
-Taa.. Jasne i tak nie mam nic innego do roboty.- uśmiechnęłam się.
-Dziękuję.- przytuliła mnie.- Ja muszę właśnie już iść, pa.- założyła w pośpiechu kurtkę i wyszła. 
Ja stałam za ladą i przyglądałam się chłopakowi, który wciąż wybierał buty. Chwile jeszcze postał, ale w końcu wybrał jakieś i podszedł do lady.
-Coś jeszcze?- spytałam wkładając buty do pudełka.
-Tak.- cały czas mi się przyglądał.
-Słucham.- uniosłam brew wyczekując odpowiedzi.
-Ciebie.- jego usta wykrzywiły się w chytry uśmieszek.
-Chyba sobie kpisz, koleś.- zakpiłam. On położył na ladę banknoty. 
-Reszta dla Ciebie.- Mrugnął, zabrał torebkę z pudełkiem zawierającym buty i wyszedł.
- Aha?- powiedziałam do siebie i włożyłam pieniądze z powrotem do kasy. Nie jestem jakąś tanią laską, żeby brać kasę od nieznajomych kolesi. Wybiła 18, zamknęłam drzwi wejściowe,założyłam kurtkę a torbę zawiesiłam sobie na jednym ramieniu, pogasiłam światła i wyszłam tylnym wyjściem zamknęłam tylne drzwi, wrzuciłam klucze do torby i wyjęłam telefon. Bo akurat napisał Liam.


Odpisałam mu idąc wolno w stronę ulicy.

On również długo nie czekał z odpowiedzeniem na mój SMS.

Zdążyłam odczytać wiadomość i w momencie kiedy skończyłam, uderzyłam w kogoś.
-Ooops.- schowałam telefon do torby i spojrzałam na osobę w którą uderzyłam.
-No,no,no. To już chyba przeznaczenie.- zaśmiał się ten sam blondyn, który był w sklepie.
-Nie sądzę.- uśmiechnęłam się mega sztucznie i wyminęłam go.
-Słuchaj!- pociągnął mnie za przed ramię i przyparł do ściany budynku.- Ze mną się nie zadziera. Nie pyskuje się mi i nie sprzeciwia jasne?- kontynuował przez zaciśnięte zęby. Jednak ja zbyt dużo przeżyłam, żeby się bać teraz jakiegoś psychola, który myśli, że jest wielki. 
-Dobra rozumiem. A mówisz mi to bo?- patrzyłam na niego z grymasem. Choć przyznam może trochę się go bałam, w moim wnętrzu gdzieś krążył ten strach, niepewność.
-Bo nie podoba mi się Twoje zachowanie.- przycisnął mnie jeszcze mocniej, napierając swoim ciałem na moje.
-Okey, zrozumiałam. A teraz możesz mnie puścić?- patrzyłam w jego oczy.
-A czemu miałbym to zrobić?- jego głos złagodniał, a twarz znajdowała się coraz bliżej mojej.
-Bo muszę odebrać dziecko, ze żłobka.- skłamałam w pośpiechu. On odsunął się ode mnie i patrzył na mnie jakby co najmniej pierwszy raz człowieka na oczy widział.
-Co?- wydusił z siebie i całkowicie się ode mnie odsunął. No muszę przyznać kłamstwo mi się udało. W myślach biłam sobie brawo. Korzystając z jego osłupienia zaczęłam uciekać.
-Żartowałam!- krzyknęłam śmiejąc się, kiedy byłam już w sporej odległości. Po moich słowach jakby odżył. Zaczął mnie gonić. Nie dawałam za wygraną, ale po jakimś czasie zaczęłam nie mieć już siły dalej biec.
-Myślałaś, że uciekniesz? Hmm.. ciekawe.- zaśmiał się. Kiedy w niego uderzyłam, gdyż byłam za bardzo zajęta patrzeniem za siebie, żeby widzieć to co mam przed sobą.
-Dobra, kurwa! Gadaj czego ode mnie chcesz!- zaczęłam krzyczeć do niego.
-Oh spokojnie. Ja chcę tylko Ciebie.- przerzucił mnie sobie przez ramię.
-Postaw mnie popaprańcu! Kurwa gdzie mnie zabierasz! Odwal się!- krzyczałam i uderzałam go w plecy.
-Słuchaj kochanie, lepiej przestań się stawiać i mnie bić. Bo to się nie skończy dobrze dla Ciebie.- przytrzymał moje ręce.
-Nie mów tak do mnie.- bąknęłam pod nosem. a on w tym momencie postawił mnie na ziemi. Staliśmy przed czerwonym Ferrari.
-Wsiadaj.- otworzył mi drzwi od samochodu.
-Nie.- założyłam ręce na klatce piersiowej.
-Okey, tak się bawisz?- uniósł brew i wziął mnie na ręce, a później wsadził do samochodu.- Pasy też mam Ci zapiąć?- zaśmiał się.
-Nie jakoś sobie poradzę.- zakpiłam i zapięłam pas. On zatrzasnął drzwi, obszedł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy.
-Ja mówiłem poważnie. Nie zachowuj się tak, bo to się źle skończy.- zagroził mi poważnym tonem.
-Pff..- prychnęłam odwracając od niego głowę. Nawet nie raczył mi powiedzieć jak ma na imię. Spoko. Psychopata jeden. Podczas mentalnego obrażania osoby siedzącej obok, poczułam wibracje z torebki. Szybko wyjęłam telefon.

Odczytałam i miałam właśnie odpisać, kiedy przeszkodził mi znienawidzony człowiek.
-Co ty robisz?- spojrzał na mnie. Dopiero wtedy zorientowałam się, że jeszcze nawet nie ruszyliśmy.
-Nic.- wzruszyłam ramionami i odpisałam.

Po odpisaniu schowałam telefon z powrotem do torby.
-Do kogo pisałaś?- drążył.
-Nie muszę Ci się tłumaczyć.- prychnęłam.
-Oj wkurwiasz.- zacisnął ręce na kierownicy. Odpalił samochód i ruszył z piskiem opon. Jechał strasznie szybko. Miałam wrażenie, że wskazówka z licznika zaraz wyskoczy. Wyjechał gdzieś po za miasto.
-Gdzie ty jedziesz?!- krzyknęłam spanikowana.
-Przed siebie.- rzucił chłodno.
-Kurwa ja muszę wracać ty idioto!- warknęłam.
- Powiedz z kim pisałaś.- przyśpieszył.
-Z przyjacielem.- wycedziłam a on momentalnie zaczął kręcić kierownicą. Kiedy zatrzymał, zakręciło mi się w głowie.- Kurwa.- mruknęłam i zrobiło mi się ciemno przed oczami.

***

Zaczęłam słyszeć głosy.
-Kurwa! Mówiłem Ci, żebyś się od niej trzymał z daleka!- krzyczał znany mi głos. Liam. Postanowiłam nie otwierać oczu, tylko słuchać dalej.
-Dobra. Jest cała tak? Nic jej nie jest, tak?- odezwała się druga osoba. Chłopak. Chwila. To ten chłopak, który mnie "porwał" tak jakby.
-Pierdolnij się debilu! Gdyby chciała to by sama wsiadła! Najwidoczniej nie spodobałeś się jej.- wysyczał Liam.
-To nie ja mam się jej podobać. Tylko ona mi. I nie ma tu nic do gadania. Jedna noc i dam jej spokój.- mówił ten drugi, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-O boże! Zlituj się! Tobie już nic nie pomoże. Jesteś egoistą. Co z Tobą jest nie tak?- postanowiłam to przerwać, poruszyłam się. A oni ucichli momentalnie.
-Mer?- usłyszałam głos przy moim uchu. A po chwili ręka Liam'a pogładziła moje włosy.
-Gdzie jestem?- spytałam otwierając oczy, przetarłam je i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Uhm.. Jesteś u mnie.- westchnął.
-Co się stało? Jak się tu znalazłam?- przeniosłam wzrok na chłopaka stojącego w wejściu do pomieszczenia w którym się znajdowaliśmy.
-Zemdlałaś, więc przywiozłem Cię tu.- wzruszył ramionami z kamiennym wyrazem twarzy. Oh, serio.
-Odwieźć Cię do domu?- przyjaciel popatrzył na mnie ze zmartwieniem.
-A możemy się przejść?- poprosiłam. 
-Jasne.- wstał na równe nogi, ponieważ do tej pory kucał. Ja również wstałam i ruszyłam za nim.

***

Szliśmy już jakiś czas. Żadne z nas nie odzywało się, ale postanowiłam to przerwać.
-A więc on jest Twoim przyjacielem?- spytałam.
-Tak..- zamyślił się.- Kiedyś był inny, miły, łagodny, fajny dało się z nim zawsze dogadać. A później nie wiem co się stało.- westchnął.
-Yhym..- przytaknęłam. Widziałam, że ten temat nie jest dla niego łatwy, więc postanowiłam nie drążyć dalej. Przez ciszę, która panowała między nami zaczęłam się pogrążać w moich przemyśleniach. Co miało znaczyć "Mówiłem Ci, żebyś się od niej trzymał z daleka."? Czy jego przyjaciel o mnie wiedział? Czy miał jakieś złe zamiary wobec mnie? Nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na żadne pytanie. To było strasznie frustrujące. A najbardziej frustrowało mnie to, że nie mogłam oderwać się od tych myśli. Kiedy tylko próbowałam je czymś zająć, te pytania gdzieś krążyły, a po chwili wracały z powrotem.
-Mer?- mój towarzysz pstryknął mi przed oczami.
-Umm.. Co?- wyrwałam się od moich myśli.
-Mówiłem, że jesteśmy już na miejscu.- zaśmiał się.
-Ah.. Wybacz.- rozejrzałam się i zobaczyłam, że stoimy przed moją kamienicą.
-Spoko.- uśmiechnął się.- To pa.- przytulił mnie i odszedł. Chwile patrzyłam na oddalającą się sylwetkę i weszłam do kamienicy. Wdrapałam się po schodach, weszłam do mieszkania, zamknęłam je, szybko zdjęłam buty oraz kurtkę i przeszłam do salonu. Najpierw rzuciłam torbę, a później sama opadłam na kanapę. I kolejny raz przytłaczające myśli powróciły. Ale postanowiłam tym razem jakoś je olać. Spojrzałam na zegar 21.
-Hmm.... Może by jeszcze gdzieś wyjść poszaleć.- mruknęłam pod nosem. W końcu dawno nic nie brałam. A czuję, że teraz właśnie tego potrzebuję. Zdjęłam sweter i rzuciłam go gdzieś na podłogę. Z torby wyjęłam portfel, a z niego kilka banknotów. Które schowałam do stanika. W rękę wzięłam telefon i klucze od mieszkania. Poszłam  do holu, tam założyłam buty i kurtkę, do której kieszeni schowałam telefon. Wyszłam z mieszkania, zamknęłam je a klucze schowałam również do kieszeni kurtki. Opuściłam kamienicę i ruszyłam do mojego ulubionego clubu. Dosyć szybko tam dotarłam. Weszłam do środka i od razu udałam się w stronę ciemnego korytarza, który prowadził do łazienek. Szłam długim korytarzem z nadzieją, że będzie on tu.
-No proszę kogo tu widzę.- usłyszałam za sobą.
-Szukam Cię.- odwróciłam się w stronę głosu.
-Czego potrzebujesz Me?- ustałam na przeciwko chłopaka.
-Matt dobrze wiesz co zawsze biorę.- wkurzyłam się, bo w tym momencie na prawdę zaczął rządzić mną głód.
-Oj spokojnie. Czyli koka?- drażnił mnie.
-Tak kurwa! Tak tyle co zawsze! Masz kasę i dawaj kurwa to!- wybuchłam, wyjęłam ze stanika banknot i zabrałam małą torebeczkę z białym proszkiem. Szybko skierowałam się do toalet. Weszłam do damskiej i zamknęłam się. Usiadłam na podłogę wyjęłam dwa banknoty na jeden wysypałam biały proszek, drugi odłożyłam. Wyjęłam z kieszeni kurtki telefon i zdjęłam z niego klapkę tylną i podzieliłam proszek na dwie kreski. Wzięłam odłożony banknot, zwinęłam go w rurkę i wciągnęłam najpierw jedną kreskę, a później drugą. Po chwili poczułam ulgę, euforia mną zawładnęła, poczułam zwiększającą się energię. Przeszyły mnie delikatne dreszcze,a ogromny uśmiech wystąpił na mojej twarzy. Podniosłam banknoty, schowałam je ponownie do stanika, wstałam założyłam klapkę na telefon i po chwili go również schowałam. Otworzyłam drzwi i wyszłam, przeszłam zadowolona przez długi korytarz. Podeszłam do baru i zamówiłam sobie kolejkę wódki. Kiedy dostałam kieliszek od razu go wyzerowałam. Zdjęłam kurtkę, gdy zrobiło mi się gorąco, wyjęłam z kieszeni telefon i schowałam go do stanika po czym rzuciłam kurtką w barmana.
-Pilnuj jej, wrócę po nią.- posłałam mu buziaka w powietrzu. Weszłam na parkiet i zaczęłam tańczyć. Gdzieś w tłumie mignęła mi znajoma twarz, poszłam w tamtym kierunku i wtedy zobaczyłam Emily. Byłam naćpana, więc nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji.
-Hej! Emi!- krzyknęłam w jej kierunku....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

No i jak? :D Na prawdę miło by mi było, gdyby pod rozdziałem było przynajmniej te 16 komentarzy, bo tyle osób informuję. :) Na prawdę bym się ucieszyła, gdyby było przynajmniej te 16 komentarzy. Proszę tylko o tyle. Bo ja się staram jak mogę, żeby nie zwalić sprawy i wyjść po za granice typowego ff.

poniedziałek, 3 lutego 2014

~~Section Two~~

Kiedy rano wstałam, miałam tylko lekkiego kaca. Powolnie podniosłam się z  łózka i przez łazienkę podreptałam do kuchni. Usiadłam przy wysepce kuchennej i napiłam się wody. Nie chciało mi się robić nic do jedzenia, wstałam i poszłam do łazienki. Kiedy już się wykąpałam i wykonałam poranne czynności weszłam czysta i sucha do pokoju. Wybrałam prosty zestaw, chwyciłam torbę czarno-białą, spakowałam do niej portfel, tradycyjnie papierosy oraz zapalniczkę, białe słuchawki,  chusteczki i jeszcze trochę jakichś pierdół. Telefon schowałam do kieszeni rurek, zawiesiłam sobie torbę na ramieniu i poszłam do holu, rzuciłam na szafkę torbę, założyłam trampki oraz kurtkę, której nie zapinałam. Z racji, że dziś było słonecznie i miałam lekkiego kaca założyłam na nos okulary. Ponownie założyłam torbę na ramię i wyszłam z mieszkania zamykając je najpierw. Klucze wrzuciłam do torby, zeszłam po schodach i opuściłam kamienicę. Nie miałam wyznaczonego celu, więc sama nie wiedziałam gdzie idę. Szłam w kierunku, w którym niosły mnie nogi. Poczułam wibracje w kieszeni spodni. Wyjęłam telefon i dopiero wtedy zorientowałam się, że jest już po 13. Otworzyłam wiadomość od Liam'a.



Odpisałam mu szybko.


Nie minęła minuta a poczułam wibracje.


Po przeczytaniu tej wiadomości uśmiech zagościł na mojej twarzy. Rozejrzałam się gdzie właściwie jestem i wchodząc do McDonald'sa, odpisałam mu.


Miałam właśnie chować telefon, kiedy n zawibrował . Siadając przy jednym ze stolików odczytałam wiadomość. 

Po odczytaniu ostatniego sms'a rozsiadłam się wygodnie na krześle i czekałam na Liam'a. Tak jak mi napisał nic nie zamawiałam, a on po niedługim czasie zjawił się przy stoliku. Klapnął na krześle na przeciwko i zaczął się śmiać.
-Co Cię rozbawiło?- uniosłam jedną brew.
-Nic.- wzruszył ramionami i śmiech przerodził się w uroczy uśmiech.- Po prostu fajny obiad.- dodał.
-E tam. raz na jakiś czas można.- uśmiechnęłam się promiennie.
-To co zamawiasz?- spytał.
-Hmm.. Sałatkę grillowany kurczak premium, frytki duże, colę średnią, jabłko i big mac'a.- wyszczerzyłam się.
-Woow. Jesz tyle ile mój przyjaciel.- zaśmiał się i poszedł złożyć zamówienia. Wrócił po 10 minutach cały obładowany jedzeniem. Postawił wszystko na stoliku. On miał o połowę mniej niż ja. Ale zawsze dużo jadłam.
-Ile zapłaciłeś?- spytałam.
-Nie powiem Ci. Ja stawiam.- uśmiechnął się.
-No Liam. Ja nie chcę żebyś za mnie płacił! Ile mam Ci oddać?- zaczęłam się kłócić.
-Nic.- wzruszył ramionami.
-Liam.- wycedziłam przez zęby.
-Jeśli już tak bardzo chcesz mi oddać to 1 funt.- zaśmiał się.
-Nie to nie.- pokazałam mu język.- Zysk dla mnie. - uśmiechnęłam się triumfalnie. On się tylko zaśmiał i puścił mi oczko.

***

Chodziliśmy roześmiani po parku. Mogę powiedzieć z ręką na sercu, że Liam to moja bratnia dusza. Jest moim przyjacielem, którego tak na prawdę nigdy nie miałam.
-Nad czym tak myślisz?- spytał dociekliwie mój towarzysz.
-Nad tym, że.. Nie. Nie powiem bo to głupie.- zaśmiałam się chowając twarz w dłoniach.
-Ej! No mi nie powiesz?! Wielkiemu Paynicziemu?!- koniecznie chciał wiedzieć o czym myślałam.
-Payni.. komu?- zaczęłam się śmiać.
-Jak śmiesz sponiewierać miano Paynicziego?- mówił zniżonym tonem.
-oj Liam, znam Cię nie cały jeden dzień a już mogę powiedzieć, że pozytywny z Ciebie debil.- uśmiechnęłam się.
-Ale powiedz mi o czym tak myślałaś! Proszę! Czy mam błagać na kolanach?- mówił.
-No okey, okey. Powiem Ci.- usiadłam na pobliskiej ławce. On uczynił to samo.
-No.- przytaknął.
-No bo od wczoraj tyle dla mnie zrobiłeś, mam wrażenie jakbym znała Cię już dobre parę lat i zachowujesz się wobec mnie jak przyjaciel. - uśmiechnęłam się nieśmiało tkwiąc wzrokiem w moich splecionych palcach. 
-No i tak właśnie jest. Jesteś miłą dziewczyną, chyba.- zaśmiał się.- Chcę być Twoim przyjacielem, czuję się tak samo jak ty i na prawdę przez ten nie cały dzień pokochałem Cię jak siostrę i nie darowałbym sobie gdyby coś Ci się stało. Tekst może trochę kiczowaty i moment jak z jakiegoś taniego filmu, ale tak właśnie się czuję.- przytulił mnie.
-Oh.. Liam to było słodkie.- wtuliłam się w niego.

POV  LIAM'a


Dziewczyna siedziała wtulona we mnie. Ona była dla mnie na prawdę ważna. Przez jeden niecały dzień pokochałem ją jak siostrę i przywiązałem się.
-Chyba będę już szła.- odezwała się odsuwając ode mnie.
-W takim razie chodźmy.- uśmiechnąłem się, wstaliśmy z ławki i poszliśmy w kierunku jej domu.
-Mogę Cię o coś spytać Mer?- spojrzałem na nią.
-Mer?- wyszczerzyła się. 
-Ładnie co?- odrzekłem z triumfem.
-No nie powiem, że nie.- zaśmiała się.- I jasne pytaj o co chcesz.- dodała.
-Jak się tu znalazłaś?- niepewnie spytałem.
-No cóż, pokłóciłam się z mamą już jak miałam 15 lat. Powiedziała mi wtedy, że jak tylko skończę 18 to mam się wyprowadzić.- wzruszyła ramionami. 
-Ou. Przykre.- przytuliłem ją.
-Może trochę.- mruknęła.- Chcesz wejść do środka?- spytała kiedy odsunąłem ja od siebie. I dopiero wtedy zorientowałem się, że stoimy przy jej kamienicy.
- Przykro mi, ale muszę iść. Pa- powiedziałem, odwróciłem się, schowałem ręce w kieszenie spodni i poszedłem w kierunku mojego domu.

***

Właśnie stanąłem przed drzwiami domu, sprawdziłem czy są otwarte. Były. Wszedłem do domu, zdjąłem buty i poszedłem w kierunku salonu, gdyż stamtąd dobiegały odgłosy włączonego telewizora. Siedział na kanapie. Tak mieszkaliśmy razem.
-Hej stary.- usiadłem obok niego.
-Siema. Gdzie byłeś? spojrzał na mnie.
-Tu i tam, chodziłem po mieście.- wzruszyłem ramionami i nastała cisza.
-Kim ona jest?- spytał nie wiadomo skąd Niall. Ja spojrzałem na niego z uniesionymi brwiami.- Widziałem was.- wzruszył ramionami.
-To przyjaciółka.- odpowiedziałem mając nadzieję, że nie będzie drążył tematu. No, ale to Niall. Musiał wiedzieć wszystko.
-Na pewno? Skąd ją znasz? Nie widziałem jej wcześniej z Tobą. Długo się znacie? Gdzie mieszka? Ile ma lat? Jak ma na imię? Niezła jest.- miał szczęście, że nie pytał o więcej, bo przyrzekam z ręką na sercu przywalił bym mu.
-Tak, kocham ją jak siostrę. Znam ją z clubu, znamy się od wczoraj. Mówiłem Ci, że idę zastąpić kumpla w clubie za barem? - przytakną. - To właśnie w tamtym clubie ją poznałem. Lat ma 19 a na imię Merry. Mieszka tu w Londynie.- odpowiedziałem mu, żeby już nie drążył.
-Hmm.. Przecież do tego clubu chodzimy często. Jak to możliwe, że wcześniej jej nie widzieliśmy.- nie wiedziałem czy to powiedział do mnie czy do siebie. Jednak uznałem, że mówi to do siebie.
-Przyprowadź ją tu. - rzekł z uśmiechem, co jest rzadkością.
-Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Niall ty dobrze wiesz jaki jesteś. Nie chcę jej narażać.- mówiłem niskim tonem. Wkurzyłem się na niego.
-Jak tam chcesz. Prędzej czy później i tak ją poznam i dowiem się gdzie mieszka.- wzruszył ramionami.
-Niall..- zacząłem i urwałem, żeby zwrócić jego uwagę.
-Yhym.- spojrzał na mnie wyczekując kontynuacji.
-Opanuj się, ona nie jest jak wszystkie.- ostrzegłem go i poszedłem na piętro do swojego pokoju. Byłem zły na siebie, że nie uważałem jak byliśmy na mieście. Cholera. Teraz przez moją głupotę, na pewno będzie cierpieć. Albo i nie?
Może ona potrafiła by go zmienić? 

POV MERRY


Po wejściu do mieszkania, zdjęłam buty, położyłam torbę na szafkę i przeszłam do kuchni. Z szafki wyjęłam chipsy i poszłam do salonu, położyłam je na stoliku. Wyjęłam z szafy koc trzymając go w rękach usiadłam na kanapie przykryłam się nim i włączyłam TV. Kiedy już znalazłam jakiś fajny film, chwyciłam paczkę chips'ów, otworzyłam ją i zajadałam się.

***

Gdy skończył się już film, sprawdziłam która jest godzina. Było grubo po 02. Wyłączyłam TV i pokierowałam się do swojego pokoju. Kiedy leżałam już w łóżku, zastanawiałam się o której mogłam wrócić do domu. Ale po krótkim czasie zasnęłam.

***

Obudziły mnie krople deszczu uderzające o okno i parapet. Przeciągnęłam się na łóżku, odrzuciłam kołdrę i wstałam. Pierwszą rzeczą którą zrobiłam, to podejście do okna. Wyjrzałam przez nie. Padało, jednak miałam nadzieję, że do południa wyjdzie słońce. Wzięłam spod poduszki telefon i sprawdziłam godzinę 06:34, po czym rzuciłam go z powrotem na łóżko. 
-Nie jest tak źle. - mruknęłam biorąc pod uwagę jak późno poszłam spać. Jednocześnie byłam ucieszona, bo zapomniałam ustawić budzik a dzisiaj idę do pracy. Wzięłam czystą bieliznę oraz ubrania (oczywiście nie wzięła butów, kurtki, zegarka i naszyjnika heh) i poszłam do łazienki. Wykąpałam się, wysuszyłam włosy i ubrałam przyniesione rzeczy. Kiedy byłam już ubrana, umyłam zęby, uczesałam włosy w niechlujnego koczka, zrobiłam cienką kreskę eyelinerem oraz nałożyłam tusz na rzęsy. Gotowa wróciłam do pokoju do mojego ubioru dobrałam jeszcze naszyjnik i zegarek. Wyjęłam z szafy torebkę do której wrzuciłam słuchawki, chusteczki i inne potrzebne jak i nie potrzebne rzeczy. Odłożyłam ją, podniosłam z łóżka telefon odłożyłam go na parapet i pościeliłam szybko łóżko. Wychodząc z pokoju, wzięłam telefon oraz torbę i poszłam do kuchni, położyłam ją na jednym z krzesełek, a telefon na blacie, spojrzałam na zegarek wiszący w kuchni, było prawie w pół do ósmej. Więc zrobiłam sobie sałatkę na szybko, zjadłam ją, a brudne naczynia odłożyłam do zlewu. Wzięłam torebkę z krzesełka, wrzuciłam do niej telefon i poszłam do holu, założyłam buty oraz kurtkę po czym zakładając torbę na ramię wyszłam z mieszkania, zamknęłam je a klucze wrzuciłam do torby. Wyszłam z kamienicy, wyjęłam z torby słuchawki, po rozplątaniu ich, włożyłam w uszy, wyjęłam z niej telefon i podłączyłam. Wybrałam moją ulubioną playliste, włożyłam telefon do kieszeni mojej kurtki. Szłam wsłuchując się w słowa kolejnych piosenek, aż dotarłam do miejsca pracy. Miałam już wkładać klucz, żeby otworzyć drzwi, ale zauważyłam, że w środku ktoś jest, schowałam klucze do torby i weszłam do sklepu.
-Hej!- przywitała mnie z uśmiechem jakaś nie znana mi dziewczyna.
-Ymm.. Hej?- odpowiedziałam zdziwiona, a po chwili dodałam uśmiech, żeby nie być niemiła.
-Jestem Emily.- wyciągnęła do mnie dłoń.
-Uhm.. Merry.- chwyciłam wyciągniętą w moją stronę rękę, niewinnie się uśmiechając.- Co tu robisz?- zmierzyłam ją wzrokiem.
-Od dzisiaj razem pracujemy.- wyszczerzyła się.
-Okeyy? Ale czemu jesteś tu, w ten sam dzień co ja? Szef nigdy nie daje dwóch osób w ten sam dzień.- zdziwiłam się.
-No to trochę się zmieniło. Od dzisiaj pracujemy razem.- wzruszyła ramionami WCIĄŻ się uśmiechając.
-A czemu pracujesz, ze mną a nie z Kate?
-Uh. To nie wiesz?- poszła za ladę.
-Nieee. A co mam wiedzieć?- podeszłam do lady.
-Ta Kate nie pracuje już tu. Zwolniła się i zaraz ja weszłam na jej miejsce.
-Nie wielka strata.- wzruszyłam ramionami.
- A co wolisz, stać za ladą czy doradzać ludziom układać rzeczy i takie tam?- odezwała się po minutowej ciszy.
-Jeśli doradzać ludziom znaczy kręcić się po sklepie i obijać... to wybieram tą opcję.- zaśmiałam się, a ona razem ze mną. W sumie dobrze się dogadywałyśmy. Cały dzień się obijałam i chodziłam między wysepkami z ubraniami, lub przy pułkach ze sprzętem albo czymś innym. Czasami poukładałam ubrania lub popoprawiałam. Dzień się ciągnął. 

***

Po południu nie przychodziło dużo ludzi, jedynie od czasu do czasu ktoś zajrzał. Teraz akurat nikogo nie było podeszłam do lady za którą stała znudzona dziewczyna.
-Tu zawsze tak jest?- spytała.
-Nie, ale bywają takie dni.- odpowiedziałam.
-Długo tu pracujesz?- przeniosła wzrok na mnie.
-Jakiś czas. A ty jesteś stąd czy się przeprowadziłaś?- oparłam się o ladę.
-Przeprowadziłam się jakiś tydzień temu. A ty?
-Ja przeprowadziłam się jakieś parę miesięcy temu. Nie jestem tutejsza.- wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
-Ja przeprowadziłam się z Ameryki, miałam dość tamtego kraju.
-Co za przypadek. Ja też jestem z Ameryki.- spojrzałam na nią zaskoczona.
-Ooo fajnie!- rozmawiałyśmy jeszcze jakiś czas. Ale w końcu ktoś wszedł do sklepu. Od razu się wyprostowałam i odwróciłam. Spojrzałam na chłopaka, który aktualnie przyglądał się butom z Nike. Stał tyłem, więc mogłam mu się uważnie przyjrzeć. Ubrany był w czarne rurki, spod skórzanej czarnej kurtko wystał kawałek białej, jak mogłam się domyślić koszulki. Na nogach miał również czarne Converse do kostki, był dość wysoki, no na pewno wyższy ode mnie. Jego włosy były blond.
-Pomóc w czymś?- spytałam, kiedy podeszłam do niego. Stojąc blisko niego mogłam ocenić, że nie był blondynem, miał tylko sporą część końcówek blond. 
Długo nie uzyskiwałam odpowiedzi, więc uznałam, że nie potrzebuje pomocy.
-Yhym..- przytaknęłam, odwróciłam się na pięcie i miałam już zrobić krok, ale ktoś mi w tym przeszkodził....



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


A więc mamy 2 rozdział! Wooohoo! :D I jak? Opinia w komentarzach xd  + Proszę głosować w ankiecie! :D  I dziękuję, za wszystkie komentarze :D xx 

Ahhh i jeszcze zapomniałam xd Nie wiem czy w Anglii w Mcdonald'sie dają to samo co u nas xd Ale wiecie to tylko fanfiction :) xx